Archives

All posts for the month Lipiec, 2015

19 lipca 1655 roku, 360 lat temu, król Szwecji Karol Gustaw Waza wypowiedział wojnę Rzeczypospolitej. Już 21 lipca Szwedzi wylądowali na Pomorzu, a 25 lipca wojska polskie skapitulowały przed nieprzyjacielem pod Ujściem. Rozpoczął się najazd szwedzki, trwający w latach 1655-1660, który przyniósł naszemu krajowi bodajże największe straty w historii. Polska i Litwa zostały doszczętnie ograbione z dóbr kultury, a do klęsk militarnych doszły klęski głodu i epidemie chorób.
Główna, chociaż nie bezpośrednia- przyczyna najazdu szwedzkiego tkwiła w kilku (niemal równoczesnych) wydarzeniach wcześniejszych, sięgających roku 1648. Wtedy właśnie w Europie skończyła się wojna trzydziestoletnia, która wyniosła Szwecję do rangi mocarstwa. Szwecja żyła z wojny i było tylko kwestią czasu to, gdzie znowu uderzy. Szwedzi podpisali pokój westfalski na Zachodzie i dostali wolną rękę gdzie indziej. Tymczasem w 1648 roku Rzeczpospolitą polsko-litewską ogarnął paraliż polityczny i militarny.
Na Ukrainie wybuchła wojna domowa z Kozakami Chmielnickiego i w dodatku zmarł król Władysław IV Waza. W czasie bezkrólewia (od końca maja do końca września 1648 r.) wojska polskie poniosły klęski pod Korsuniem i Piławcami, co pozwoliło Chmielnickiemu okrzepnąć i utrwalić sojusz z Tatarami. Konflikt z Chmielnickim, wspieranym przez Tatarów- przedłużał się.
Po kilku latach Kozacy wystąpili z prośbą o protekcję do Moskwy, co wywołało wojnę polsko- rosyjską w 1654 roku. Od tego momentu Rzeczpospolita walczyła już na dwa fronty, wykazała niemoc polityczną i wojskową. Nic dziwnego, że w 1655 roku król szwedzki postanowił uderzyć na Polskę, która stawała się łatwym łupem. Na domiar złego pretekstu do najazdu dostarczył nasz król- Jan Kazimierz, który nie chciał zrezygnować z tytułu dziedzicznego władcy Szwecji. Tytuł ten zupełnie bezsensownie przypisał sobie jeszcze jego ojciec, Zygmunt III Waza.
Biorąc pod uwagę fakty historyczne, jedyną możliwością uniknięcia przez Rzeczpospolitą najazdu szwedzkiego było uspokojenie Ukrainy przed 1654 rokiem. Okazało się to nierealne, chociaż los dał nam ponad 6 lat czasu (1648-1654). W 1655 roku toczyliśmy już wojnę na trzech frontach: moskiewskim, ukraińskim i szwedzkim. Gdyby wygaszono Ukrainę, Szwedzi nie odważyliby się uderzyć, a jeśli nawet, to można by ich pokonać w jednej bitwie, mając do czynienia tylko z jednym nieprzyjacielem, a nie z trzema.
W każdym rachunku nie doszłoby do okupacji całego kraju i tragedii ,,potopu”.
Fakty są jednak brutalne. Ogółem w latach 1648-1660 na skutek wojen, epidemii chorób i głodu ludność Rzeczypospolitej zmniejszyła się o około 3 mln osób. O ile w 1645 roku państwo polsko-litewskie liczyło przeszło 10 mln mieszkańców, to 15 lat później już tylko 7 mln, czyli ubyło co najmniej 30% populacji. Tak wysokich procentowo strat biologicznych nie ponieśliśmy nawet podczas II wojny światowej.

Dariusz Dzionek

Minęła dwusetna rocznica bitwy pod Waterloo, która była ostatnim akordem burzliwej kariery politycznej i wojskowej Napoleona. Bój, rozegrany w Belgii- niedaleko Brukseli 18 czerwca 1815 roku został owiany legendą. Podobno Bonaparte był bardzo bliski zwycięstwa nad Brytyjczykami i Prusakami, tylko przeszkodził mu pech: ulewny deszcz i problemy ze zdrowiem (z powodu natarczywego bólu nie mógł usiedzieć na koniu). Oddziały pruskie zdążyły przybyć na miejsce bitwy dosłownie w ostatniej chwili, kiedy sam dowódca angielski Wellington myślał już o złożeniu broni. Niemniej -liczą się fakty- Francuzi ponieśli klęskę.
Paradoksalnie, Napoleon przegrał bitwę pod Waterloo zanim jeszcze się zaczęła. Decydujące wydarzenia miały miejsce wcześniej- 16 czerwca 1815 roku i przeszły do historii jako tzw. ,,spacer d’Orlona”. W tym dniu rozegrały się dwie bitwy jednocześnie. Marszałek Ney walczył z Brytyjczykami pod Quatre-Bras, a Napoleon z pruskim dowódcą Blücherem pod Ligny. Generał Drouet d’Orlon, z powodu fatalnej łączności pomiędzy marszałkiem Neyem i Napoleonem krążył między wojskami jednego i drugiego wodza i w efekcie nikomu nie udzielił pomocy. Co najważniejsze, nie zdążył wesprzeć Napoleona w rozgromieniu Prusaków w bitwie pod Ligny. W efekcie Prusacy zostali pobici, ale nie rozbici. Gdyby Blücherowi zadano decydujący cios 16 czerwca, nie miałby kto pomóc Wellingtonowi pod Waterloo i 18 czerwca 1815 roku armia brytyjska poniosłaby klęskę.
A co mogło się stać po zwycięstwie Bonapartego? Wbrew pozorom- nic. Napoleon całkowicie uzależnił się on od wojen, które prowadził. Chciał wiecznie dowodzić i zwyciężać, ale nie da się toczyć walki przez cały czas. W rzeczywistości- bitwa pod Waterloo, uznana za jedną z najważniejszych w dziejach świata, niewiele zmieniała, a jej wynik był mało istotny. Po ewentualnym zwycięstwie Napoleon i tak zostałby pokonany, najpóźniej w ciągu roku. Francja była już wyczerpana i wykrwawiona wojnami, prowadzonymi bez przerwy od 23 lat. Weterani wojenni ciągle ginęli bądź zostawali inwalidami. W niedalekiej perspektywie Bonaparte stanąłby przed koniecznością poboru…dzieci do armii (już w 1814 roku zaciągał pod broń poborowych z rocznika 1799, czyli piętnastolatków!). Nie należy też mieć złudzeń, że po zwycięstwie w Belgii najwięksi wrogowie Napoleona mogli mu dać spokój i pozwolili rządzić w Paryżu. Dla Wielkiej Brytanii czy Rosji było to nie do przyjęcia.
Los Napoleona dokonał się w październiku 1813 roku po klęsce w bitwie pod Lipskiem. Od tego momentu finał jego kariery był tylko kwestią czasu. Bitwę pod Waterloo można potraktować co najwyżej jako fakt z biografii Bonapartego, ale na historię Europy – nie wpłynęła ona znacząco.

Dariusz Dzionek